Rewia na Krakowskim Przedmieściu – gdzie po rękawiczki, trykot lub modną koafiurę?

Przed I Wojną Światową ulice Lublina, jako ważnego ośrodka handlowego i administracyjnego zdobiły panie w strojnych sukniach z trenami i kapeluszach o szerokich rondach oraz starannie ubrani gentlemani. Wielka wojna co prawda zmieniła sytuację ekonomiczną i stosunki społeczne, ale nie zabiła w Lubelakach zamiłowania do pięknego ubioru. Zmiany, jakie zaszły w modzie widoczne były szczególnie w modzie damskiej. Długie, krępujące ruchy suknie zastąpiły nieco krótsze, o luźnym, przez krytyków nazywanym wręcz obwisłym, kroju. Modny stał się nieco obniżony stan i choć zaczęto pokazywać ramiona, to miłośnicy kobiecości musieli dość długo czekać na powrót talii, bioder i długich włosów.

Niezależnie od obowiązujących krojów, fasonów i fryzur, były w Lublinie miejsca w których po prostu wypadało się ubierać lub czesać. Najnowszym paryskim trendom w dziedzinie strzyżenia i układania fryzur potrafiły sprostać przede wszystkim luksusowe salony fryzjerskie zlokalizowane w dwóch największych lubelskich hotelach – Victoria oraz Europejskim. Modna po wojnie fryzura „na chłopczycę” została po pewnym czasie wyparta przez bardziej kobiece francuskie fale tak doskonale komponujące się z lansowanymi przez Coco Chanel kapelusikami. Lublinianki nie poprzestawały jednak na modnym strzyżeniu i chętnie, na wzór gwiazd filmowych, rozjaśniały włosy platynową płukanką marki L’Oreal, która świetnie sprzedawała się w sklepie drogeryjnym Stanisława Magierskiego zlokalizowanym na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Poczętkowskiej (dzisiejsza ulica Staszica). Nawet najbardziej kunsztowna koafiura nie usprawiedliwiła by jednak damy, która wypuściłaby się na jedną z głównych ulic bez nakrycia głowy. Dlatego kilka najbardziej uznanych lubelskich modystek zawsze miało ręce pełne roboty.

Po najlepsze buty zarówno Panie, jak i Panowie udawali się oczywiście „do Baty”, czyli do salonu obuwniczego sprzedającego wyroby tej kultowej czeskiej manufaktury zlokalizowanego przy placu Łokietka. Salony składu galanteryjnego Leona Praweckiego w Hotelu Angielskim oraz Europejskim dostarczały natomiast lubelskim elegantom obu płci najpiękniejszych rękawiczek (które nadal noszono obowiązkowo przez cały rok), portmonetek i innych wyrobów skórzanych.

Najmodniejszym strojem wieczorowym dla Pań była tzw. „mała czarna” o prostym kroju bez rękawów, której prostota pozwalała na to, by bez efektu przesady przyozdobić się modnymi ludowymi haftami lub farbowanymi na wszystkie kolory tęczy jedwabiami z Milanówka. Te ostatnie były prawdziwą dumą narodową – pochodziły z założonej w 1927 roku Doświadczalnej Stacji Hodowli Jedwabników. O ich popularności świadczyć może między innymi mnogość reklam sklepów i salonów mających milanowskie jedwabie w swojej ofercie. Taki anons znajdziecie też w dziale „Afisze i druki reklamowe” w Lubelskim Archiwum Cyfrowym.

5 22_7_4154_006

Dla prawdziwych elegantów ważne jest również to, co niewidoczne dla widzów postronnych, a w Lublinie było z czego wybierać. Modne kombinacje bieliźniane oraz piżamy i koszule nocne można było kupić na przykład przy ul. Koziej, w chrześcijańskiej pracowni trykotów i bielizny Pana Wąsala lub w wytwórni Gotowych Ubiorów Damskich, Męskich i Uczniowskich W. Lewandowskiego zlokalizowanej przy samym Krakowskim Przedmieściu.

Lubelska śmietanka towarzyska w niczym nie ustępowała wykwintnie ubranemu towarzystwu z ulic stolicy i innych dużych polskich miast i choć wielu na zakupy jeździło aż do Warszawy, a nawet Paryża, to i w Kozim Grodzie nie brakowało luksusowych salonów sprzedażowych i butików.

5 22_7_4154_003

Spragnionym bardziej szczegółowych informacji polecamy:

  • lac.lublin.pl
  • „Głos Lubelski” z lat 1918 – 1939
  • „Ziemia Lubelska” z lat 1918 – 1939
  • “Moda w przedwojennej Polsce”, Anna Sieradzka
  • “Historia mody”, Francois Boucher

Łucja Frejlich-Strug